Blog > Komentarze do wpisu
Źle się dzieje w partii rządzącej
Na wstępie od razu zastrzegę, nie jestem fanem Grzegorza Schetyny. Tak jak nie jestem fanem żadnego z polityków. Byłego już szefa dolnośląskich struktur PO widziałem raptem kilka razy, dwukrotnie z nim rozmawiałem. Wrażenie zrobił na mnie raczej średnie. Jestem jednak przekonany, że w trakcie wyborów szefa regionalnych struktur PO na Dolnym Śląsku to on został oszukany.

Nie mam pewności, czy stał on za ujawnieniem korupcyjnych nagrań. Zdrowy rozsądek, znajomość realiów politycznej gry i intuicja podpowiadają mi, że tak właśnie było. Pewności jednak nie mam. Mam ją natomiast, co do tego, że w tych wyborach kupowano głosy za stanowiska w spółkach Skarbu Państwa. A to nic innego, jak najzwyczajniej w świecie korupcja polityczna. Jako, że o wyniku wyborów zdecydowało raptem 11 głosów mam też wiele podstaw ku temu, by sądzić, że rzeczona korupcja mogła o ostatecznym wyniku elekcji szefa dolnośląskich struktur PO zadecydować. A to już jest wystarczający powód do tego, by je unieważnić i powtórzyć. Ponadto jestem przekonany, że gdyby chodziło o kogoś z obozu premiera Donalda Tuska, tak właśnie by się stało. Ale, że Schetynie do przyjaźni z Tuskiem daleko, ponownych wyborów nie będzie, a kara nałożona na działaczy, którzy korumpowali jest śmieszna. Co gorsza oznacza ona przyzwolenie na stosowanie podobnych praktyk w przyszłości. Przytaczanie argumentów, jakoby stronnicy Schetyny przekroczyli wszelkie granice ujawniając nagrania to złe postawienie sprawy. Kluczowe jest bowiem to, że w łonie partii sprawującej w Polsce władzę doszło do korupcji. To jest naganne i wymaga jednoznacznego potępienia, a nie wymuszonych przez opinię publiczną kar, które nijak nie są współmierne do popełnionych wykroczeń. Nagrywanie kolegów owszem jest naganne, ale to jednak korupcja jest bardziej naganna od jej ujawnienia. Nawet, jeśli ujawniona została poprzez stosowanie technik i metod dalekich od uznania za godne naśladowania. Chowając głowę w piasek premier i jego najbliższe otoczenie de facto wyrażają aprobatę dla tego, że do spółek Skarbu Państwa trafiają ludzie z politycznego nadania, a kompetencje, wiedza, doświadczenie i umiejętności mają znaczenie drugorzędne. To smutne samo w sobie. Tym bardziej, że wyrażają też aprobatę dla postawy nagradzającej oszustwo. I pomyśleć, że to wszystko w imię walki o wpływy w partii, której dobro podobno leży premierowi wyjątkowo na sercu.

 



wtorek, 05 listopada 2013, konradkaptur244

Polecane wpisy